Według badania przeprowadzonego przez firmę doradczą
Deloitte na świąteczne wydatki w 2014 planowaliśmy przeznaczyć prawie 1 160
złotych. W 2013 roku na prezenty, żywność i spotkania z najbliższymi wydaliśmy
około 1 030 złotych, czyli mniej więcej o 100 złotych mniej niż wynikało
to z wcześniejszej prognozy. Deloitte zwraca w swoim opracowaniu uwagę, że kwota,
którą co roku przeznaczmy na zorganizowanie świąt, jest tylko niewiele niższa
od przeciętnego dochodu rozporządzalnego (to pieniądze, które pozostają do
naszej dyspozycji po odliczeniu wszystkich kosztów stałych). Według GUS wynosi
on 1 299 złotych.
Oczywiście wiele osób na prezenty i przygotowanie
świątecznych posiłków wyda o wiele więcej. Są również tacy, dla których wygospodarowanie
takiej kwoty z domowego budżetu jest nie do zrealizowania. Niestety, w takiej
sytuacji nie zawsze decydujemy się na ograniczenie wydatków i zorganizowanie skromniejszych
świąt. Zdecydowanie gorszym rozwiązaniem, do którego bez skrupułów zachęcają
nas banki i inne instytucje, jest sfinansowanie wszystkich potrzeb ze środków
pochodzących z pożyczki.
- W reklamach kredytów banki, co troku, kuszą specjalnymi ofertami z niskim oprocentowaniem i na preferencyjnych warunkach dla stałych klientów. Taki świąteczny kredyt dostaniemy szybko i bez zbędnych formalności.
- Droższe prezenty, np. sprzęt elektroniczny, możemy kupić na raty – formalności załatwi za nas pracownik sklepu w którym dokonujemy zakupu. Dzięki temu nie musimy nawet biegać po bankach. Zakupy na raty są obecnie łatwo dostępne nawet jeśli kupujemy przez internet. Decyzję możemy dostać zaledwie w kilkanaście minut. Niektóre promocje pozwalają nam odłożyć spłatę pierwszej raty nawet do wiosny, dzięki czemu święta spędzamy w złudnym przekonaniu o braku jakichkolwiek zobowiązań.
- Firmy pożyczkowe działające na rynku pozabankowym również oferują swoją pomoc – pożyczką szybko i na krótko. Pieniądze na nasze konto mogą trafić nawet w kilkanaście minut, a wszystkie formalności załatwimy przez internet – bez wychodzenia z domu. Jeśli skorzystamy z promocji, to oddamy tylko tyle ile pożyczyliśmy (no chyba, że nie zdążymy zwrócić pieniędzy na czas).
Niestety, każdą pożyczkę wcześniej czy później trzeba
zwrócić i to wraz z odsetkami. Pożyczając 1 200 złotych na 12 miesięcy z
oprocentowaniem 12 procent w skali roku miesięcznie musimy oddać do banku 107
złotych. Niby niewiele, jednak łączny koszt odsetkowy wyniesie nas 84 złote.
12 procent to jednak maksymalne możliwe obecnie oprocentowanie
kredytu – zgodnie z ustawą antylichwiarską nie może ono przekroczyć
czterokrotności stopy lombardowej, która na dzień dzisiejszy wynosi 3 procent. Oznacza
to, że może nam się udać uzyskać tańszy kredyt. Co prawda w grudniu 2014 roku
najtańszy był oprocentowany 5 procent w skali roku, to jednak trudno przewidzieć,
ile będą wynosiły stopy procentowe pod koniec roku i jaką, w tym czasie, ofertę
będą miały banki. Poza tym banki wolą, jeśli pożyczamy dużo i na długo i
głównie dla takich pożyczek oferują najlepsze warunki.
Musimy również pamiętać, że do kosztów kredytu zazwyczaj
trzeba doliczyć prowizję za jego uruchomienie i koszt ubezpieczenia, które
często jest obowiązkowe. Prowizja wyniesie średnio od 3 do 5 procent, czyli jakieś
36 do 60 złotych. Musimy jednak pamiętać, że w przeciwieństwie do
oprocentowania jej wysokość nie jest w żaden sposób regulowana i może wynieść
nawet kilkanaście procent. Ubezpieczenie, to przynajmniej kilkadziesiąt złotych
za cały okres spłaty. Niektóre banki poproszą nas, poza tym, o założenie rachunku
i jego regularne zasilanie lub naliczą stałą miesięczną opłatę za obsługę
pożyczki. W ten sposób roczny koszt rośnie nawet do kilkuset złotych.
Jeśli potrzebujemy niewielką kwotę (np. zabrakło nam 200 –
300 złotych), będziemy w stanie zwrócić ją w ciągu 2 do 4 tygodni, to możemy
rozważyć oferty firm działających na rynku pozabankowym. Jeśli jesteśmy nowym
klientem, to możemy się załapać na promocję „pierwsza pożyczka gratis”. Przed ostatnimi świętami opcję taką oferowało
aż 13 firm. Dzięki niej oddamy tylko tyle ile pożyczyliśmy. Musimy tylko
pamiętać o terminowej spłacie, każda zwłoka będzie nas słono kosztować.
Bezpłatna pożyczka, to w zasadzie jedyny przypadek, gdy w
ogóle możemy brać pod uwagę produkt pozabankowy, w innej sytuacji może on być niebezpieczny
dla naszego budżetu i przede wszystkim bardzo drogi.
Już
wkrótce przedstawię zagrożenia wynikające z korzystania z usług firm
działających na rynku pozabankowym i sposoby na ograniczenie ryzyka.
Pożyczka na kwotę 1 200 złotych w instytucjach pozabankowych będzie
dostępna jeśli skorzystamy z usług tej samej firmy przynajmniej 2 raz (nowy klient może zazwyczaj pożyczyć kilkaset złotych). Po
miesiącu musimy jednak oddać całą kwotę powiększoną o opłaty. Te mogą wynieść
nawet 360 złotych. Oznacza to, że pożyczając przed świętami, do zwrotu już w
pierwszej połowie stycznia mamy nie 1 200 zł, ale prawie 1 600 zł.
Zamiast się zadłużać przed samymi świętami lepiej już teraz
zacząć oszczędzać. Żeby w ciągu 12 miesięcy uzbierać potrzebne nam 1 200 złotych
wystarczy co miesiąc odkładać zaledwie 100 złotych.
W najbliższym czasie przedstawię
proste sposoby, w jaki sposób, bez wyrzeczeń, wygospodarować potrzebne nam 100
złotych miesięcznie.
Warto
też zaplanować wydatki z dużym wyprzedzeniem. Oczywiście nie kupimy na
zapas jedzenia, ale prezenty możemy zacząć kupować nawet kilka miesięcy
wcześniej. Po pierwsze może
być taniej, po drugie unikniemy nerwów i robienia zakupów zatłoczonych
galeriach, a po trzecie jeden prezent w miesiącu będzie dla naszego portfela
łatwiejszy do udźwignięcia niż kupno wszystkich na raz i to w momencie, gdy i
tak mamy sporo innych wydatków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz